Pierwszy miesiąć zero-waste. Porażki i sukcesy. Małe kroki ku życiu bez śmieci
To już prawie miesiąc odkąd wróciłam do Polski i postanowiłam, że chcę wreszcie żyć całkowicie z ideą życia zero-waste, czyli życia bez śmieci. Wraz z narzeczonym zamieszkaliśmy w stolicy, co muszę przyznać, nie ułatwia zadania. Luby mój z jednej strony całkowicie popiera tę ideę, a z drugiej strony to on ciągle mimo moich próśb znosi do domu rzeczy w jednorazowych opakowaniach.
Bea Johnson i jej "zero waste home" zainspirowała mnie swoimi wykładami o zero-waste już jakiś czas temu, jednak nigdy nie byłam odpowiednio zmotywowana, aby wziąć się za wprowadzanie zmian na poważnie.
Od lat interesuję się ochroną środowiska i życiem bez chemii.ba, pracowałam nawet w placówce, która zajmowała się ochroną środowiska. Dlaczego jednak wciąż tak mało mówi się o naszej KONSUPCJI PLASTIKU oraz jej wpływem na środowisko.
Fakty są zatrważające, media o tym nie mówią, a my żyjemy w dobie konsumpcjonizmu.
Ostatnio mieszkałam w Niemczech i nie wiem, czy w Polsce teraz jest to tak samo widoczne, ale tam z bólem serca muszę stwierdzić, że Konsumpcjonizm jest wszędzie.
Ludzie chcę więcej i więcej, szybciej, wygodniej... i wciąż nie mają dość.
Jak to odbija się na naszej Planecie, naszym zdrowiu i całym społeczeństwie?
Na szczęście ludzi budzących się oraz chcących wprowadzać zmiany na lepsze. Ruch zero-waste jest coraz bardziej widoczny a ludzi ograniczających konsumpcję plastiku coraz więcej.
Jupii... postanowiłam dołączyć i ja:)
Na blogu postanowiłam dzielić się moimi sukcesami, porażkami i chwalić się postępami.
Dzisiaj krótkie sprawozdanie z ostatnich tygodni, od kiedy jestem w Polsce i zaczęłam wprowadzać małe (wielkie) zmiany na rzecz zero-waste:
MOJE ZUŻYCIA przez ostatnie trzy tygodnie:
Niestety całkiem bez jednorazowych opakowań i plastiku jeszcze nie było.
-Wody w butelkach nie kupowałam od lat.. W Berlinie kranówka do picia super. W Polsce kupiłam moją pierwszą wodę od wieków, ale w trakcie podróży nie mieliśmy co pić :(
-Były jakieś opakowania po przyprawach, makaronach i nie jednej czekoladzie.
-Zużyłam 6 kartonów po mleku roślinnym :( Tu muszę dodać, że już robię swoje powoli;)
-Zużyłam szampon i kupiłam dla mnie i narzeczonego szczoteczki w plastiku:( Teraz szukam zamienników.
-Były też słomki (prosiłam w kawiarni bez rurek do picia, ale dali... łącznie 4)
-Była taśma, był worek-siatka po ziemniakach, cebuli, marchewce. Łącznie 7 worków, ale postanowiłam do czegoś wykorzystać.
Wiem, mogłoby być lepiej, ale myślę, że w porównaniu z przeszłością i tak jest wielki sukces.
SUKCESY i pożegnania
Żegnajcie jednorazówki.
Jeszcze w Niemczech nabyłam takie oto cudeńko- wielorazową maszynkę al'a PRL.
. Na początku nie byłam do niej przekonana, ale używam miesiąc i uwielbiam.
Żegnajcie foliówki i żywność w plastiku.
Swoich woreczków jeszcze nie mam, szyć nie umiem, ale zamówienie u mamy złożone ;)
Coś z niczego, czyli woreczki z poszewek na jaśki. To, że nie mam woreczków, mnie nie zniechęca. Cienkie stare poszewki na jaśki jak na razie się sprawdzają.
Po chleb i bułki latam z lnianą ściereczką lub z poszewką, kasze i nasiona na bazarku sypią mi w słoiki lub poszewki.
Wszystko się da, jak się chce.

Koniec z uwielbianym przeze mnie w przeszłości jednorazowym ręcznikiem.. lniane szmatki, stary pocięty ręcznik, skarpetki bez pary robią swoje.
Odkryłam super papier ekologiczny, niepakowany w papier w Biedronce, już nie kupuję takiego w opakowaniach.
Odkryłam, jakie w Polsce mamy tanie ciucholandy z super ubraniami. Także tego.. sieciówki żegnajcie raz na zawsze.


Komentarze
Prześlij komentarz